Baśń literacka

Samowar

Zauroczony własną pychą i ignorujący ostrzeżenia samowar doprowadza do własnego zniszczenia, podczas gdy skromne przedmioty codziennego użytku obserwują konsekwencje jego lekkomyślności.

PDF

Samowar

Było to letniej nocy na daczy.

W małym pokoju stał na stole przy oknie brzuchaty samowar i patrzył w niebo, gorąco śpiewając:

Zauważasz ли, czajniku, że księżyc Niezmiernie w samowarze jest zakochany?

Rzecz w tym, że ludzie zapomnieli przykryć rurę samowaru gasidłem i odeszli, zostawiając czajnik na palniku; węgla w samowarze było dużo, a wody mało – oto więc kipiał, chełpiąc się przed wszystkimi blaskiem swoich miedzianych boków.

Czajnik był stareńki, z pęknięciem na boku, i bardzo lubił drażnić samowara. On też już zaczynał wrzeć; to mu się nie podobało – oto uniósł pyszczek do góry i syczy do samowara, podjudzając go:

Na ciebie księżyc Patrzy z góry, Jak na dziwaka, – Oto masz i – na!

Samowar parska parą i mruczy:

Wcale nie. My z nią – sąsiedzi. Nawet trochę krewni: Oba zrobieni z miedzi, Lecz ona – bardziej matowa ode mnie, Ta ruda księżyczka, – Popatrz, jakie na niej plamy! Ach, jaki ty chełpliwcu, Nawet słuchać niemiło!

– zasyczał czajnik, również wypuszczając z pyszczka gorącą parę. Ten mały samowar naprawdę bardzo lubił się chełpić; uważał się za mądralę, piękniusia, od dawna już pragnął, by księżyc zdjęto z nieba i zrobiono z niego tacę dla niego. Forystycznie parskając, jakby nie słyszał, co powiedział mu czajnik, śpiewa sobie co sił:

Fuch, jak ja gorący! Fuch, jak ja potężny! Zechcę – skoczę jak piłka, Na księżyc wyżej chmur!

A czajnik syczy swoje:

Oto proszę rozmawiać Z taką osobą. Po co daremnie wodę gotować. Ty – skocz, spróbuj!

Samowar tak się rozżarzył, że cały posiniał i drży, huczy:

Pogotuję jeszcze chwilkę, A gdy mi się znudzi, – Od razu wyskoczę przez okno I poślubię księżyc!

Tak oni obaj wciąż wrzeli i wrzeli, przeszkadzając spać wszystkim, którzy byli na stole. Czajnik drażni:

Ona cię okrąglejsza. Zato w niej nie ma węgla, – odpowiada samowar.

Niebieski śmietaniczek, z którego wylano całą śmietankę, powiedział pustej szklanej cukiernicy:

Wszędzie pusto, wszędzie pusto! Znudili ci dwoje!

Tak, ich gadanina Drażni i mnie, – odpowiedziała cukiernica słodziutkim głosem. Była gruba, szeroka i bardzo wesoła, a śmietaniczek – taki sobie, garbaty pan o smutnym usposobieniu z jedną rączką; zawsze mówił coś smutnego:

Ach, – powiedział, – Wszędzie – pusto, wszędzie – sucho, W samowarze, na księżycu.

Cukiernica, zjeżywszy się, krzyknęła:

A do mnie wleciała mucha I łaskocze moje ścianki... Och, och, boję się, Że teraz wybuchnę śmiechem! To będzie dziwnie – Słyszeć śmiech szklany...

– niewesoło rzekł śmietaniczek.

Obudził się brudny gasidło i zadzwonił:

Dziń! Kto to syczy? Co za rozmowy? Nawet wieloryb nocą śpi, A już północ blisko!

Lecz spojrzawszy na samowar, przestraszył się i dzwoni:

Aj, ludzie wszyscy odeszli Spać czy włóczyć się, A przecie mój samowar Może się rozpaść!

Jak mogli zapomnieć O mnie, gasidle? No, придется im teraz Podrapać się w kark!

Wtedy obudziły się filiżanki i zaczęły brzęczeć:

My скромne filiżanki, Nam wszystko jedno! Wszystkie te wybryki Znamy od dawna! Nam ani zimno, ani gorąco, Przywykłyśmy do wszystkiego! Chełpliwy samowarczyku, Nie wierzymy ci.

Warknął czajnik:

F-fu, jak gorąco, Strasznie mi жарко. To nie przypadkiem, To niezmiernie!

I – pękł!

A samowar czuł się совсем źle: woda w nim dawno już całkiem wykipiała, a on się rozżarzył, kran mu się odlutował i zwisał, jak nos pijaka, jedna rączka też się zwichnęła, lecz on wciąż się dzielnie trzymał i huczał, patrząc na księżyc:

Ach, gdyby była jaśniejsza, Nie chowała się w dzień, Podzieliłbym się z nią Wodą i ogniem!

Wtedy żyłaby ze mną Nie nudząc się, I zawsze padałby deszcz Z herbaty!

Już prawie nie mógł wymawiać słów i przechylał się na bok, lecz wciąż bormotał:

A jeśli w dzień musi kłaść się spać, By nocą jaśniej świeciło jej dno, – Mógłbym na siebie i w dzień i w nocy wziąć Obowiązki słońca!

I światła, i ciepła ziemi dam więcej, Bo jestem od niego i gorętszy, i młodszy! Świecić i noc, i dzień mu nie po latach, – A to tak łatwo dla miedzianej twarzy!

Gasidło ucieszył się, turla się po stole i dzwoni:

Ach, to bardzo miło! To bardzo pochlebne! Ja bym słońce zgasił, Ach, jak interesująco!

Lecz tu – trach! – samowar rozpadł się na kawałki, kran dziobnął w płukankę i rozbił ją, rura z pokrywką wysunęła się do góry, zakołysała się, zakołysała i upadła na bok, odłamując rączkę u śmietniczka; gasidło, przestraszywszy się, odkatowało się na kraj stołu i bormocze:

Oto patrzcie: ludzie wiecznie Narzekają na los, A gasidło zapomnieli Nałożyć na rurę!

A filiżanki, niczego się nie bojąc, śmieją się i śpiewają:

Żył-bыл samowar, Mały, lecz zapalczywy, I pewnego razu nie przykryli Samowara gasidłem!

Był w nim silny żar, A wody niewiele; Rozpadł się samowar, – Tam mu droga, Tam i droga-a!